sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 5.


Gdy rano wstałam myślałam że oszaleje. Wyjrzałam za okno ,a tam co ? Deszcz, wiatr i piździawa jak w kieleckim. Pościeliłam łóżko i poszłam do łazienki. Ogarnęłam najpotrzebniejsze rzeczy i zrobiłam z siebie człowieka. Dzisiaj postawiłam na wygodę. Ledwo wyszłam z łazienki ,a dostałam sms'a od Zayn'a ,, co robisz?,, zaśmiałam się w duchu. Myślę że w końcu będziemy prawdziwym rodzeństwem. Odpisałam mu ,, Ogarnęłam dupę i idę jeść ,a co jest? ,, . Nigdy nie byłam dziewczyną którą przestrzegała kultury słowa, chyba że było to już ważniejsze spotkanie czy coś. Potrafię przeklinać co drugie słowo i mi to nie przeszkadza. Zrobiłam sobie śniadanie i usiadłam przy stole. Usłyszałam dźwięk telefonu oznajmującego że dostałam sms'a: ,, Wyrażaj się :D dojeżdżamy, wyjdź przed dom,, . I znowu w śmiech. Wyszłam przed dom, usiadłam na schodach i zapaliłam papierosa. Gdy w końcu zaciągnęłam się, na podjazd wjechał czarny samochód a z niego wysiadł Zayn, Bieber i Tomilnson. Biebs podbiegł do mnie i zabrał mi fajkę.

--- Eeej, to było moje. - wydęłam wargę i tupnęłam nogą jak mała dziewczynka.

Zaśmiał się i przywitał. Nawet nie wiedziałam kiedy ,a Louis i Zayn zabrali moje rzeczy. Biebs spojrzał się na mnie dziwnie.

--- Co jest?- spytałam.

--- Od kiedy ty chodzisz w dresie? - spojrzał się na mnie podejrzliwie.

Zaczęłam się śmiać. No tak, wczoraj odjebana, szpilki i tak dalej ,a dzisiaj dresy i zero tapety.

- Od kiedy piździ jak nie wiem co i jest mi zimno. - odgryzłam się i wstałam.

Ustałam obok niego i co? Dosięgałam mu ledwo do obojczyka, to jest nie sprawiedliwe. Śmiał się jak głupi dopóki nie dostał w tył głowy. Spoważniał i wtedy wiedziałam że już nie będzie tak miło.

- Mnie się nie uderza, radzę zapamiętać jak chcesz żyć ze mną w zgodzie. -syknął.

No kurwa świetnie, tylko ja potrafię wszystko spieprzyć. Chłopacy stali przy samochodzie i patrzyli na to. Biebs odszedł a ja wróciłam do domu pożegnać się z mamą ,ale niestety jej nie zastałam. Jedyne co mi zostawiła to karteczkę.:

,, Kochana Amy, przykro mi że nie możemy się osobiście pożegnać ,ale nie zniosłabym tego. Powodzenia w nowym życiu, przy najbliższej okazji się odezwę . Kocham Cię, Mama. ,,

Serio? Tylko tyle? Czułam jak moje oczy zamykają się by nie wydostać łez. Nie mogłam im pokazać że jedyna rzecz jaka potrafi mnie złamać to rodzina. Ogarnęłam się do porządku i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Zayn spojrzał na mnie spod byka.

- Odpierdol się. - syknęłam i wsiadłam do samochodu.

Usiadłam z przodu, wyjęłam telefon i napisałam sms do Amber:

DO: Amber:*:*

Data: 6.06.2012r.

Treść: Ja, Ty , dzisiaj, chlanie, zgoda?

------------------------------------------------------------------------------

Rozsiadłam się i czekałam na odpowiedź, zresztą długo nie musiałam czekać. Po chwili odpisała : ,, Sprawa oczywista, napisz mi potem adres ,a o 19 będę:* ,, .

I to jest przyjaciółka. Przez całą drogę nie odezwałam się słowem chociaż Zayn próbował coś ze mnie wyciągnąć ,a Louis walił w mój fotel nogami. Gdy dojechaliśmy na miejsce przed domem siedzieli chłopacy i jakieś 2 laski. Jedną skądś kojarzyłam , prawdopodobnie z imprezy. Wyszłam z samochodu i przywitałam się z facetami. Spojrzałam na farbowaną blondynkę, podeszła do mnie i przywitała się:

- Angela, miło mi.

No tak , to ona.. Jak bym mogła zapomnieć to imię i tą siksę. Ciekawe co ona tu robi. Może być pewna że urządzę jej piekło na ziemi. Ustałam przed nią lustrując ją wzrokiem,

miałam ochotę jej wjebać ,ale musiałam się opanować.

- Amy, mi też czy coś.

Mruknęłam pod nosem i podeszłam do Liam'a. Patrzył na mnie i nie mógł zrozumieć mojego zachowania. Śmieszne.. jak on może to zrozumieć, skoro ja sama tego nie rozumiem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz